Nowości kosmetyczne od Donegal, czyli powrót do letnich dni :)

Nowości kosmetyczne od Donegal, czyli powrót do letnich dni :)

Witajcie :)
Jak dobrze, że dziś piątek! Padam na pysk w tym tygodniu, a tak naprawdę nie zrobiłam nic takiego, co mogłoby mnie aż tak zmęczyć! Mimo tego jak widzicie nie zaniedbałam bloga i dzień w dzień czekał na Was wpis:).
W tym poście chciałabym Wam pokazać nowości, które jakiś czas temu dostałam od firmy Donegal. Jeżeli jesteście ciekawi, jak prezentuje się seria Jungle, zapraszam na post!


Jak wiecie jestem niesamowitą fanką rzęs tej marki. Zaczynałam z nimi swoją przygodę makijażową i do dziś do nich wracam. Szczerze mówiąc, są one zdecydowanie lepsze dla mnie od Ardell.W paczce, która dotarła do mnie w środę znajdowały się nowości z serii Jungle. Poniżej przedstawię Wam je z bliska, żebyście się mogły lepiej przyjrzeć.




Gąbkę miałam już kiedyś tej marki i używam jej do dziś! Jest niesamowicie miękka! Tej jeszcze nie miałam okazji testować, ale w dotyku jest naprawdę przyjemniusia! Pędzle wykonane są z włosia syntetycznego, ale w dotyku również są milutkie. Znalazłam jak widzicie płaski pędzel języczkowy i skośny do brwi. Dostałam również mięciutką myjkę do twarzy. Ceny za produkty kształtują się następująco:
- Pędzel do podkładu: 24,99 zł do kupienia [klik]
- Pędzel do brwi: 14,39 zł, do kupienia [tutaj]
- Gąbka Super Soft: 14,99 zł, do kupienia [tutaj]  
- Myjka do mycia twarzy: 10,29 zł, do kupienia [tutaj]

  
Już jutro jak się uda, przetestuję nowości na Instagramie (Zakochana_w_kolorkach)
Znacie firmę Donegal?
Co możecie mi polecić?:)
Dlaczego mnie tak zawiodłeś?

Dlaczego mnie tak zawiodłeś?

Hej kochani!
Jak tam przygotowania do weekendu? Ja na szczęście mam sobotę wolną, ale za to w niedzielę siedzę do 19.30.. Nie mogę się doczekać czerwca i zakończenia mojej edukacji :). Na pewno już nie wybieram się na żadne inne uczelnie ani kierunki! No chyba, że będą to jakieś szkolenia makijażowe, ewentualnie może pokuszę się o kryminologię, ale nic więcej!

W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam opowiedzieć o produkcie, który totalnie mnie zawiódł. Jeżeli jesteście ciekawi co mi w nim przeszkadza i dlaczego już wkrótce wyląduje w koszu- zapraszam na wpis!



Kiedyś okropnie szalałam za produktami Organic Shop. Z tego co pamiętam, nie były one dostępne stacjonarnie (przynajmniej u mnie). Teraz możecie je znaleźć chociażby w Tesco i wybór jest naprawdę spory! Pewnie mnie już znacie i wiecie, że ja mam straszny problem z regularnym nawilżaniem ciała. Jak jeszcze mieszkałam w domu rodzinnym, to było mi łatwiej, bo wszystkie tego typu produkty miałam w zasięgu wzroku w łazience. Teraz niestety większość produktów składuje w szafce w pokoju i najnormalniej w świecie o nich zapominam. Masełko, a w zasadzie krem kupiłam totalnie przez przypadek. Potrzebowałam teraz na teraz czegoś , co mogłoby dać ukojenie moim opalonym ramionom. Skusił mnie ten Lotus i nie wiele myśląc- kupiłam. 


Produkt znajduje się w okrągłym plastikowym słoiku. Szata graficzna prosta, ale jednak ma w sobie 'to coś'. Gdyby było inaczej, to bym go nie kupowała no nie :)? Na opakowaniu znajdziecie podstawowe informacje o nazwie firmy, produktu, składzie, pojemności, kilka informacji od producenta i to chyba w zasadzie tyle. Jak możecie zauważyć słoiczek jest przezroczysty, co pozwala nam na bieżąco kontrolować zużycie. Osobiście lubię, kiedy tego typu produkty znajdują się w takich opakowaniach. Przynajmniej mam świadomość, że mogę wydobyć produkt do ostatniej kropli. W tym przypadku na pewno tego nie zrobię! Kolor lekko różowy, konsystencja? Ciężka do opisania. Niby delikatna, ale niesamowicie tłusta. Nie przypadła mi do gustu. Produkt dość wolno się wchłania i niestety pozostawia nieprzyjemny tłusty film, którego nijak nie jestem w stanie się pozbyć. Nie odważyłabym się założyć czegoś po jego aplikacji bo bałabym się, że sobie zniszczę ciuchy.


I teraz coś, co skreśla produkt definitywnie i w całości. ZAPACH. Przepraszam, że to napiszę, ale jak go wącham, to chce mi się wymiotować. Co najgorsze w tej sytuacji, utrzymuje on się długo na ciele i jego intensywność wcale się nie zmniejsza. Nie umiem Wam go opisać. Mi kojarzy się tylko i wyłącznie z jakimś zepsutym owocem. A chyba wiadomo, że używamy różnych smarowideł po to, żeby pięknie pachnieć i żeby ten zapach wpływał na nas relaksacyjnie, a nie żebym po aplikacji produktu dostawała białej gorączki... Nawilżenia jakiegoś szalonego też nie zauważyłam, więc w całości i zdecydowanie jestem na wielkie NIE. 


Znacie ten produkt?
Jakie zapachy najbardziej lubicie?
Pachnąca walka z rozstępami | EQULIBRA DERMO OIL

Pachnąca walka z rozstępami | EQULIBRA DERMO OIL

Witajcie :)
Połowa tygodnia już za nami. Nie mogę się doczekać kolejnego odcinka 'Modelek Plus Size' :). Oglądacie? Przyznam, że wyjątkowo przypadł mi ten program do gustu :). Gdyby nie fakt, że brakuje mi jakieś 13 cm. do wymaganego wzrostu, to chyba sama bym się zgłosiła :).
A jak już jesteśmy w temacie plus size i innych kobiecych zmartwieniach, to w dzisiejszym poście chciałabym Wam opowiedzieć o produkcie, który poniekąd pomógł mi w walce z rozstępami. Jeżeli jesteście ciekawe, jak działa to małe cudo z Equlibry, zapraszam na post!


Zacznijmy od tego, że mam pewne newralgiczne obszary na swoim ciele, o które totalnie nie umiem zadbać, żebym jak się starała. Należą do nich niewątpliwie stopy, łokcie,  mało jędrne partie ciała i oczywiście miejsca, w którym znajduje się najwięcej rozstępów. A takich miejsc mam sporo i podejrzewam, że 80% Pań czytających ten wpis, boryka się z podobną przypadłością. Rozstępy w skrócie to nic innego jak 'popękana' skóra, która w wyniku chudnięcia (tycia) rozciąga się i kurczy. Owszem, są osoby które pomimo tych procesów nie mają problemu z rozstępami i powiem Wam, że są to naprawdę szczęśliwe kobiety! Mnie niestety ten zaszczyt nie kopnął  i borykam się z rozstępami dobre kilka lat. Największe ich skupisko u mnie koncentruje się na rękach i pośladkach.



Pamiętacie jak w Styczniu organizowałam spotkanie blogerek? Jednym ze sponsorów imprezy była właśnie firma Equlibra. Właśnie wtedy po raz pierwszy wpadł mi w łapki ten olejek. W zestawie wraz z produktem znajdowało się również małe mydełko, które raczej średnio przypadło mi do gustu. Wykorzystałam go, bo zazwyczaj nie wyrzucam produktów, ale szału nie zrobiło. Jednak nie o mydełku dziś!
Olejek znajduje się w solidnym opakowaniu. Oczywiście zabezpieczone było ono jeszcze kartonikiem, który poszedł już dawno do śmieci. Na kartonie znajdowało się więcej informacji o produkcie. Na butelce jak widzicie znajdziecie tylko podstawy i to jeszcze w języku włoskim (chyba?). Szata graficzna jest naprawdę mega, mega prosta. Jeżeli chodzi o dozownik, to jest to mała dziurka, przez którą możecie wydobyć odpowiednia ilość produktu. Szczerze mówiąc, ta zakrętka to raczej słabe rozwiązanie, bo jak chcę zakręcić po zaaplikowaniu go, to niesamowicie mi się ślizgają ręce i mam z tym problem.


Ten rok w kwestii wahań wagi był rokiem dość ciężkim. Co udało mi się zrzucić, przez leczenie przybierałam z powrotem. Co najciekawsze, nie jestem i nie byłam nabita tłuszczem, tylko wodą. Nagłe skoki wagi przyczyniły się do powstania nowych, niesamowicie wielkich rozstępów. Skóra dosłownie popękała mi na rękach! Musiałam zacząć działać, bo niestety, wyglądało to coraz gorzej. Myślałam najpierw o wizycie u specjalisty, który w większym lub mniejszym stopniu znajdzie rozwiązanie na moją dolegliwość. I właśnie wtedy, kiedy szukałam w sieci informacji o jakimś dobrym specjaliście, przypomniałam sobie, że w szafce czeka na mnie ten produkt.
Konsystencja typowa dla oleju, lejąca, przeciekająca przez palce. Produkt jest bezbarwny, ale NIESAMOWICIE pięknie pachnie! Nie umiem określić tego zapachu! Trochę jak słodycze, trochę jak cukierki, migdały.. Coś pięknego! Mało tego, zapach dłuuuugo utrzymuje się na ciele. Wystarczy niewielka ilość produktu, żeby pokryć trudne miejsca. Jest on niesamowicie wydajny. Używałam olejku dwa razy dziennie. Po porannym i wieczornym prysznicu. Na początku bałam się, że będzie zostawiał plamy na ubraniach, ale wchłania się błyskawicznie! Zanim posmarowałam ramiona i nogi, to już spokojnie mogłam wskakiwać do ubrania bez strachu, że coś pobrudzę. Olejek stosowałam od stycznia do wakacji. Nie powiem, że superhiper regularnie, bo czasem o nim zapominałam, ale mimo wszystko efekt jest naprawdę WOW! Nie mogę napisać, że rozstępy zniknęły, bo to by było kłamstwo, ale zdecydowanie się zmniejszyły wyjaśniały co sprawia, że nie są dla mnie już takie problematyczne jak kiedyś. Po wakacjach zakupiłam drugie opakowanie i mam zamiar używać go dalej. Może  końcu uda mi się pozbyć niechcianego problemu!


Polecam Wam przetestować ten produkt. 30 zł to nie dużo, a może i Wam przypadnie do gustu!
Znacie ten olejek?
Jak walczycie z rozstępami?
Jestem pyszna! + konkurs! Wygraj perfumy MARCA JACOBSA!

Jestem pyszna! + konkurs! Wygraj perfumy MARCA JACOBSA!

Witajcie :)
Co ciekawego u Was słychać? Ja powoli staram się wdrożyć w tryb praca-dom i jak na razie wychodzi mi to mocno średnio :). Mam nadzieję, że z czasem się rozkręcę i będzie lepiej. Jednak jak człowiek poleniuchuje dłuższy okres czasu, to potem ciężko mu wrócić na normalne tory życia.
Dziś przychodzę do Was z recenzją kolejnych perfum, które dostałam w ramach współpracy z firmą Fragancias nox. Jeżeli jesteście ciekawi, jaki zapach dziś bierzemy na tapet (tak 'tapet' to poprawna forma:)), to zapraszam Was na wpis!


Jak już wiecie, bo pisałam o tym nie raz, uwielbiam testować nowe zapachy. No ok, może nie jestem mistrzynią w ich opisywaniu, ale wciąż szukam swojego ideału. Lubię zapachy słodkie, kobiece, dziewczęce, świeże, ale intensywne. Męczą mnie duszące, orientalne, przytłaczające. Nie ma u mnie czegoś takiego jak u innych dziewczyn, że moje preferencje zmieniają się wraz z porą roku. Raczej moje upodobania są stałe i nie zmieniają się od kilku lat. Kiedy firma Fragancias Nox zaproponowała mi przetestowanie kilku produktów wiedziałam, że na pewno skuszę się na odpowiednik perfum 'DKNY BE DELICIOUS'. Miałam kiedyś ich miniaturkę i wybierając ten zapach pokierowałam się faktem, że będę mogła sprawdzić, w ilu procentach przypominają one oryginał. Jak przebiegły testy?


Ostatnio pisząc Wam o perfumach, które również dostałam, pokazywałam Wam jak prezentuje się najmniejsza pojemność. Jeżeli jeszcze nie widzieliście, to odsyłam Was do tego wpisu [klik]. Dziś do czynienia mamy z największą pojemnością tj. 100 ml, za którą musicie zapłacić 95 zł. Jak zawsze nie wypowiadam się na temat kwot, więc ocenę zostawiam Wam czy to dużo, czy mało. Perfum znajduje się w smukłej, wysokiej butelce. Szata graficzna prosta. Znajdziecie na niej tylko nazwę firmy, skład, oraz numer zapachu. Perfumy miałam wystawione na toaletce i znajome mnie pytały, co to za flakon incognito :). Poniżej wklejam informację od producenta na temat tego zapachu:

Donna Karan - Be Delicious to Kwiatowo - owocowy perfum dla kobiet
Jest świeży, lekki zapach zainspirowany nowojorskim stylem życia, który szczególnie nadaje się na okres wiosenny i letni. Be Delicious początkowo zainteresuje zapachem jabłek, który miesza się z tonami ogórku. Świeży owocowy zapach zastępuje później zapach kwiatów.
To prawdziwa uczta dla zmysłów. Podany we flakonie o kształcie jabłka, ze szkła i wygładzonego metalu, kryje niezwykłe połączenie egzotycznych kwiatów ze zmysłowymi drzewnymi nutami. Rześki, inspirowany miastem, jest hołdem dla indywidualności.

Nuty zapachowe:
- nuta głowy: ogórek, magnolia
- nuta serca: tuberoza, fiołek, konwalia, zielone jabłko, róża
- nuta podstawa:drzewo sandałowe, bursztyn, nuty drzew

Zapach inspirowany: Donna Karan - Be Delicious
Kategoria zapachu: Kwiatowo - owocowy


Nie uwierzycie, ale nigdy wcześniej nie czytałam opisu nut zapachowych, a od samego początku poznania się z zapachem wiedziałam, że kojarzy mi się z ogórkiem:). Jest to zapach niesamowicie lekki, świeży, delikatny. Ale nie delikatny w sensie, że słabo go czuć, tylko jak już go poczujecie, to nie doświadczycie uczucia duszenia. Jeżeli chodzi o intensywność, to zapach czuję od psiknięcia rano, koło godziny 8.00 do wieczornego prysznica. Mało tego, ubrania, które wcześniej psikałam tym perfumem nawet po praniu jeszcze mają na sobie tę woń ;).
Pewnie jesteście ciekawe, czy odpowiednik jest podobny do oryginału. Jak dla mnie tak. Oryginał jest może ciut słodszy, ale wydaje mi się, że to naprawdę trzeba mieć do tego 'nosa' żeby wyczuć różnicę. Osobiście jestem bardzo zadowolona zarówno z zapachu, intensywności jak również wydajności, ponieważ dwa psiknięcia wystarczą, żebyście czuły perfumy na sobie cały dzień.


PRZYPOMINAM, ŻE JEŻELI CHCECIE WYGRAĆ PERFUMY INSPIROWANE ZAPACHEM MARCA JACOBSA, TO JESZCZE TYLKO DZIŚ MACIE SZANSĘ!
Na moim Facebooku odbywa się konkurs, w którym do wygrania w/w zapach o pojemności 100 ml czyli takiej, jaką widzicie na zdjęciach!



Ten konkretny zapach możecie zakupić: [tutaj]


Lubicie takie zapachy?
Który perfum jest Waszym ulubionym?:)



Nowości, nowości i jeszcze raz nowości! | Freedom, The Balm, Dr Irena Eris, Inglot, Vichy, Wibo i inne!

Nowości, nowości i jeszcze raz nowości! | Freedom, The Balm, Dr Irena Eris, Inglot, Vichy, Wibo i inne!

Dzień dobry w poniedziałek!
Na początek życzę Wam wszystkim udanego tygodnia! Ja po dłuuuuuuuuuuugiej przerwie wróciłam do pracy i pewnie jak czytasz ten post, to ja właśnie zbieram się do domu :).
Dziś post tasiemiec! Postanowiłam pozbierać wszystkie moje nowości, które zebrałam w ostatnim czasie i przygotować o nich wpis. Ci, którzy śledzą mnie na Instagramie, zapewne widzieli już większość produktów. Zresztą serdecznie zapraszam Was po raz kolejny na mojego Insta! Codziennie staram się chociaż troszkę z Wami 'pogadać'. 

Dobra! Koniec głupot, przechodzimy do nowości! 



Miałam podzielić produkty na te kupione podczas promocji w Rossmannie, te, które kupiłam w Minty Shop i tak zwane 'inne', ale stwierdziłam, że to bez sensu. Podzieliłam posty na kategorie i najpierw zaczniemy od tego, co najbardziej lubię malować, czyli brwi!


Zacznę najpierw od palety z Freedom. Powiem Wam, że nie lubię, jak mam pierdyliard produktów do przewożenia i transportu, bo zazwyczaj ich zapominam gdzie popadnie. Szukałam czegoś, co będzie w sobie zawierało jak najwięcej kolorów i co dopasuję do większości dziewczyn. Czytałam opinie na temat tej palety i zazwyczaj były one pozytywne. Osobiście nie miałam okazji jej jeszcze testować, bo czekałam aż porobię fotki- taki już los blogera :)






W środku do produktu dołączony jest pędzelek, który w sumie nie wygląda najgorzej i szablony do brwi. Szablony sobie podaruje, bo miałam kiedyś podobne i jak dla mnie to zbędny gadżet. Tym bardziej nie wyobrażam sobie przykładać takiego plastiku do czoła klientce :D



Oczywiście będąc w Rossmannie nie mogłam przejść obojętnie obok pomady z Wibo. Mam już jedną z Freedom i jak dla mnie jest ona lepsza jakościowo od ABH! O dziwo powiem Wam, że w Żywcu tych pomad było od groma! Niestety, o najjaśniejszym kolorze mogłam sobie pomarzyć :). Tutaj również do produktu dołączony był pędzelek który zniknął, zanim zdążyłam zrobić mu zdjęcie :)




I pora na kredki, które również są z firmy Freedom podobnie jak cały set do brwi, który pokazywałam wcześniej. Miałam już okazję testować je na sobie i powiem, że raczej się nie polubimy.. O ile kolor jest super, o tyle coś innego mi w nich przeszkadza, ale o tym pewnie poczytacie za niedługo:)



Z tematu brwi przechodzimy do podkładów. Ciągle szukam idealnego dla siebie oraz dla dziewczyn, z którymi się spotykam. Przyznam, że rzadko trafiam na produkty wow. W tej 5 znajdują się moi dwaj ulubieńcy. Skusiłam się również na osławiony fit me i zobaczymy jak daje radę na suchej skórze. 


I czas na konturowanie. Ci, co mnie czytają pewnie nie od dziś im wiadomo, że jestem fanką konturowania na mokro. W sumie wolę nawet konturować na mokro niż na sucho:). Dłuuugo miałam kółeczko z Natury, ale teraz chciałam postawić na coś większego. Zobaczymy, czy będę zadowolona z efektów. Na pewno pędzel dołączony do zestawu jest mega i chętnie z niego skorzystam nieraz!





Pora na róż. Nie używam w ogóle kosmetyków tego typu, ale postanowiłam się zaopatrzyć chociaż w dwa neutralne kolory. Lovely oczywiście zakupiłam w Rossmannie i jak dla mnie jest bardzo delikatny. Ten śmieszny pomarańczowy odcień dorwałam w Biedronce. Może i kolor nietypowy, ale pigmentacja daje czadu!







I produkty do ust! Coś co kocham miłością prawie taką samą jak brwi :). Szukałam konturówek, które idealnie wpiszą się w odcienie pomadek które mam. Nie testowałam żadnej z nich, więc nie mogę się wypowiedzieć na ich temat. Są tu i wysuwane i temperowane produkty. Mi wpadł w oko najbardziej ten kolorek wina z Wibo <3.



Przy ustach pozostając, skusiłam sie na kolejną pomadkę z Bell. Jak dla mnie są one porównywalne jakościowo do pomadek Kylie, a nie wiem ile razy tańsze!Przepiękne kolory, baaaaardzo długo utrzymują się na ustach, zastygają na piękny mat, nie rozmazują się i kosztują grosze ( coś koło 10 zł). Czego chcieć więcej? :)


Dobra! Pora na oczy! Niestety wśród tej gromadki znajduje się jeden bubel, który zrobił więcej krzywdy niż pożytku...


Ostatnio podczas porządków opowiadałam Wam na Instastory, że zapomniałam totalnie o tej palecie. Postanowiłam użyć jej na sobotnim Livie. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że nie zapomniałam o niej, tylko ona mnie uczula! Niesamowicie łzawią mi po niej oczy i po chwili nic z makijażu nie zostaje...


Postanowiłam również troszkę pobuszować w kredkach do powiek. Wybrałam 2 czarne, granatową i białą na linię wodną. Powiem Wam, że ta z Wibo jest czarna jak słoma! Bez kitu, nie widziałam jeszcze tak ciemnego koloru!


Czas na tusz do rzęs Kolejka do L'oreala była tak duża, że najnormalniej w świecie nie chciało mi się czekać. Postawiłam na ten z Miss Sporty i chyba nie zrobiłam źle, bo sporo z Was pisało mi na IG, że jest super :)


I ostatnia rzecz z Rossmanna. Niestety na chwilę obecną nie mogę używać hybryd, więc wybrałam sobie najbardziej neutralny kolor jaki znalazłam :) Podobno kryje po pierwszej warstwie- zobaczymy! :)


I na koniec paczka, którą otrzymałam w ramach współpracy z firmą Odlewki perfum. 
Już wkrótce usłyszycie więcej o tych zapachach, obiecuję!!



Co najpierw zacząć testować?:)
Znacie jakiś produkt?:)
Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger