Pora na sweterek! | Paznokcie hybrydowe wykonane lakierem marki Victoria Vynn.

Pora na sweterek! | Paznokcie hybrydowe wykonane lakierem marki Victoria Vynn.

Witajcie kochani!
Jak Wam mija poniedziałek? Przyznam, że u mnie ten dzień zaczął się raczej dość słabo, ale teraz leżę sobie pod kocykiem z M. i przygotowuję dla Was posty na cały tydzień! Dziś doczekałam się też w końcu  śniegu a wiecie, że jeżeli chodzi o śnieg, to ja jestem jak małe dziecko. 
Jak jesteśmy już w temacie śniegu i zimy, to... pora na sweterek! A konkretnie na zdobienie, które jakiś czas temu wykonałam na paznokciach mojej mamy:). Z pomocą przyszedł mi lakier i cały zestaw hybrydowy od marki Victoria Vynn. Bardzo lubię te lakiery. Cenię je za trwałość, szeroką gamę kolorystyczną i łatwość aplikacji. Moja mama ma piękną, długą płytkę paznokcia, więc mogłam poćwiczyć ukochany sweterek. Od przyszłego roku wracam do zdobień paznokcie, więc ćwiczę gdzie się da. Całość prezentuje się tak jak na zdjęciach i idealnie komponuje się z aurą za oknem :). Do zdobienia użyłam konkretnie koloru 040 Scarlet Red.







A Wy jakie zdobienia lubicie?:)
Korpozapach?

Korpozapach?

Cześć!
Ale mi minął ten tydzień! Nie mogę uwierzyć, że dziś czwartek. Pewnie jak czytasz ten post, to ja dopiero wracam z pracy i układam w głowie, jak się wziąć za pracę, którą muszę wykonać na weekendowe zajęcia na uczelni. Naprawdę zazdroszczę wszystkim po studiach i podziwiam tych, którzy chcą się kształcić dalej :)
W dzisiejszym poście chciałabym Wam opowiedzieć o zapachu, który idealnie wpisuje się w kanony zapachów korporacyjnych. Jeżeli jesteście ciekawi, co go wyróżnia, zapraszam na wpis!


Uczeni tego świata, psychologowie i inni naukowcy, którzy zajmują się sprawami ludzkiej psychiki jakiś czas temu stwierdzili, że pracownik korporacji powinien pachnieć tylko.... mydłem. Zapach powinien być delikatny, świeży i kojarzyć się z poranną energią. O ile jestem w stanie zrozumieć fakt, że mocny zapach nie zawsze dobrze wpływa na rezultat negocjacji, bo najnormalniej w świecie może drażnić osobę, z którą prowadzimy interesy. O tyle ciężko mi pojąć, że nie powinno sie używać żadnych perfum. Na szczęście w pracy, w której pracuję, nikt nie zwraca na to uwagi, a nasze wyniki uzależnione są od naszej pracy, a nie zapachu, którego używamy :).Kiedy mogłam sobie pozwolić na wybór zapachu, o jakim marzę, postawiłam na Miss Dior. Wiedziałam, że nigdy nie będę sobie mogłą pozwolić na większą opcję, ponieważ perfumy są niesamowicie drogie!


Po pierwszej aplikacji wiedziałam, że jest to zapach idealny dla kobiety sukcesu! Po prostu pierwszy kontakt z perfumą i już oczami wyobraźni widziałam Ewę Drawską ze 'Szpilek na Giewoncie' :). Zapach mocny, idealny dla kobiety stanowczej, dążącej do założonych celów, po trupach, ale zawsze do przodu. Idealna propozycja dla Pań, które co chwilę stawiają sobie nowe wyzwania i coraz wyżej podnoszą poprzeczkę. Coś dla ryzykantek, prowokatorek i odważnych Pań. Zapach niesamowicie długo utrzymuje się na skórze. Moim zdaniem pasuje zarówno na przedpołudniowe spotkanie biznesowe, jak i wieczorną galę. Uważam, że najlepiej sprawdzi się u kobiet w wieku 25-40. Nie jest to zapach przeznaczony dla kobiet delikatnych, czułych i romantycznych. Nie wyczujecie tu nut kwiatowych, bardziej stawiałabym na orientalne aromaty. Jeżeli lubicie takie stanowcze i mocne zapachy, to Miss Dior musi być Wasza!


Zapach możecie dostać tutaj [klik] 

Lubicie takie mocne zapachy?
 
Niesamowita miękkość, elegancja i precyzja. Kilka słów o nowym pędzelku języczkowym marki DONEGAL.

Niesamowita miękkość, elegancja i precyzja. Kilka słów o nowym pędzelku języczkowym marki DONEGAL.

Witajcie kochani!
Ale mnie tu długo nie było! Niestety remont, magisterka i praca pochłania mnie totalnie! Do tego jak wiecie doszły ćwiczenia i naprawdę nie mam na nic czasu! Dziś w pracy postanowiłam, że od razu po powrocie zabieram się za bloga! Przecież to moje największe hobby i nie mogę go zaniedbać!
Dziś przychodzę do Was z recenzją pędzla języczkowego, który przyszedł do mnie w paczce niespodziance od firmy Donegal. Jak się sprawdził? Za co go pokochałam i czego tak naprawdę oczekuję od pędzla?








Zacznijmy od tego, że przez te kilka lat malowania siebie i innych poznałam naprawdę MNÓSTWO pędzli. Od tych najtańszych, po średnią półkę cenową, na tych droższych kończąc. Poznałam kilka perełek, ale trafiłam też na totalne buble, które mimo swojej ceny nijak nie miały się do jakości, której oczekuję. Kiedy w paczce znalazłam pędzel, bardzo się ucieszyłam ! Uwielbiam testować coraz to nowsze modele, a pędzli nigdy za dużo! W drugiej kolejności po przetestowaniu gąbki, o której Wam pisałam tutaj [klik], wzięłam się za testy pędzle. Najpierw wypróbowałam go na sobie kilkanaście razy żeby widzieć, czy mogę mu zaufać podczas kontaktu z dziewczynami, które maluje. Co mogę o nim powiedzieć?


























Od pędzla każdego w sumie, oczekuję kilku podstawowych spraw:
- ma być przyjemny, w trakcie kontaktu z twarzą. Nienawidzę, kiedy pędzel drapie, jest szorstki, twardy i tych sytuacji, kiedy dziewczyny czują się niekomfortowo, kiedy dotykam ich twarzy średnio przyjemnym pędzlem
- jeżeli chodzi o włosie, zdecydowanie wolę syntetyczne.
- lubię, jak ładnie prezentuje się na toaletce. Wiem, że nie jest to najważniejsze, ale czy elegancja i wygląd, nie może iść w parze z funkcjonalnością i przydatnością?
- nie mam nic przeciwko, jak łatwo się domywa. Wiadomo, że żadna z nas nie lubi myć pędzli. Jeszcze nic, jak mamy ich kilka, ale przy ponad 100 zaczyna się robić problem :).
To tak w dużym skrócie, na co zwracam uwagę podczas zakupu pędzli. Jeżeli chodzi o serię 'Jungle' nie możemy jej odmówić urody! Pędzle są po prostu piękne! Nawiązują do lata, a motyw ombre chyba nigdy w życiu mi się nie znudzi!
Od razu po wyciągnięciu pędzla z plastikowego opakowania i po dotknięciu włosia wiedziałam, że się zaprzyjaźnimy. Może tego nie widzicie na zdjęciach, ale włosie jest naprawdę niesamowicie miłe. Przyznam, że w swojej kolekcji nie mam aż tak miękkiego modelu, do którego mogła bym go porównać. Zobaczcie, co o akcesorium pisze sam producent:

JUNGLE - seria pędzli do makijażu, które zachwycają wysoką jakością wykonania, niezwykle miękkim włosiem oraz fantazyjnym połączeniem kolorów tworzących piękny efekt ombre na trzonkach. Designerskie opakowania przywołują letnie, wakacyjne wspomnienia i nawiązują do naturalnych efektów jakie możemy uzyskać tworząc makijaże z użyciem tych znakomitych pędzli. Dobierając odpowiednie kosmetyki w łatwy sposób uzyskujemy rezultaty jak z salonu kosmetycznego - gładką, muśniętą słońcem skórę z idealnym, precyzyjnie wykonanym make-upem.
PĘDZEL DO APLIKACJI PŁYNNEGO PODKŁADU, KREMÓW ORAZ MASECZEK DO TWARZY



Jak zaczynałam przygodę z makijażem kilka lat temu, gąbki do makijażu nie były aż tak popularne jak teraz. Wtedy chętnie sięgałam po flat top'y, albo właśnie takie pędzle języczkowe do nakładania podkładu.  Z czasem zrezygnowałam z aplikacji podkładu pędzlami i całkiem przerzuciłam się na gąbki. Jednak wiadomo, że gąbka też nie sprawdza się w każdej sytuacji. Nie umiem i przyznaje się do tego bez bicia, aplikować i blendować korektora pod oczami gąbką. Zdecydowanie lepiej w  tej sytuacji sprawdza się u mnie właśnie pędzel języczkowy. Jest płaski i bez problemu pozwala mi dotrzeć w największe zakamarki w okolicy oka. Ten na dodatek swoją miękkością sprawia, że cienie i torby pod oczami nie są tak maltretowane podczas aplikacji produktów, jak w przypadku gąbki, którą musimy notabene wklepać produkt. Co najlepsze, cena tego pędzla w stosunku do jakości jest naprawdę śmieszna. Na stronie Donegal znajdziecie go za 25 zł.  Oczywiście pewnie jesteście ciekawe jak z domywanie. Tutaj również nie zauważyłam żadnych problemów, mało tego nie zauważyłam również, żeby pędzel stracił chociażby jeden włos podczas mycia!

Pędzel możecie zakupić tutaj [klik]. Z mojej strony macie jego 100% rekomendację!

Znacie pędzle tej firmy?
Jaki możecie mi polecić?
Wishlista ALIEXPRESS, CZYLI NIE ZAPOMNIJ O WIELKICH WYPRZEDAŻACH Z OKAZJI 11.11!

Wishlista ALIEXPRESS, CZYLI NIE ZAPOMNIJ O WIELKICH WYPRZEDAŻACH Z OKAZJI 11.11!

Witajcie!
Jakie perspektywy na weekend? Ja jestem u rodziców i większych planów nie mam. Chcę tylko usiąść do magisterki, bo za miesiąc muszę oddać kolejny rozdział.
Oczywiście mimo natłoku obowiązków, kilku problemów i codziennych treningów nie mogę zapomnieć, o wielkiej wyprzedaży, która będzie miała miejsce na Aliexpress już w sobotę! Pewnie nie wiele z Was wie, ale właśnie w ten dzień możecie trafić na niesamowicie niskie ceny! Oczywiście musicie pamiętać, że tu będzie podobna sytuacja, jak w przypadku Rossmanna i sławnych przecen. Niektórzy sprzedawcy lubią podnieść ceny kilka dni przed świętem po to, żeby potem udawać, że je obniżyli. Mimo wszystko, sama zastanawiam się na kilkoma produktami i akcesoriami. Jeżeli jesteście ciekawi, na co zwrócę uwagę, to zapraszam Was na post!

Przypominam, że kurs Euro na dzień w którym piszę tego posta tj. 7.11.2017 wynosi: 4,24 zł.


Przed obniżką: 1,36 zł
Po obniżce: 1,23 zł


Przed obniżką: 1,82 zł
Po obniżce: 1,65 zł


Przed obniżką: 3,22 zł
Po obniżce: 2,33 zł

Przed obniżką: 3,30 zł
Po obniżce: 3,05 zł


Przed obniżką: 3,39 zł
Po obniżce: 2,97 zł


Przed obniżką: 3,77 zł
Po obniżce: 3,39 zł

Przed obnizką: 3,99 zł
Po obniżce: 3,69 zł

Przed obniżką: 3,99 zł
Po obniżce: 3,77 zł


Przed obniżką: 4,11 zł
Po obniżce: 3,90 zł

Przed obniżką: 4,11 zł
Po obniżce: 3,90 zł

Przed obniżką: 4,11 zł
Po obniżce: 3,90 zł


Przed obniżką: 4,16 zł
Po obniżce:  3,52 zł



Przed obniżką: 4,16 zł
Po obniżce: 3,77 zł


Aktualna cena: 4,20 zł


Cena przed obniżką: 7,50 zł
Cena po obniżce: 5,09 zł


Aktualna cena: 5,68 zł
Cena po obniżce: 5,64 zł :D

Przed obniżką: 8,06 zł
Po obniżce: 7,67 zł


Przed obniżką: 14,80 zł
Po obniżce: 14,37 zł

Przed obniżką: 15,31 zł
Po obniżce: 14,50 zł


Przed obniżką: 24,76 zł
Po obniżce: 22,30 zł


Przed obniżką: 44,39 zł
Po obniżce: 41,00 zł

Mniej więcej na te rzeczy będę polować :)
 A Wy skusicie się na promocje na Ali?
Jak zaczęłam pracę w Radiu, czyli powrót do wspomnień: Recenzja perfum DKNY Be Delicious

Jak zaczęłam pracę w Radiu, czyli powrót do wspomnień: Recenzja perfum DKNY Be Delicious

Witajcie kochani!
U nas remont kuchni pełną parą! Szczerze mówiąc już mi się nie chce tego robić.. pełno syfu, kurzu, pyłu, roboty, ale nie mogę się doczekać efektu końcowego! Ja jako inżynier nadzoruje prace :). Oczywiście żartuje :). Oboje lubimy takie prace budowlane, więc dłubiemy sobie powoli.

W dzisiejszym wpisie chcąc oderwać się od rzeczywistości, chcę powrócić z Wami do pewnych wspomnień. Konkretnie do zeszłego roku, kiedy udało mi się dostać pracę w Radiu i kiedy pierwszy raz miałam styczność z tymi perfumami. Zapraszam Was na recenzję zapachu DKNY Be delicious.


Pamiętam jak dziś, kiedy zadzwonili do mnie z Radia z wiadomością, że zapraszają mnie na drugi etap rekrutacji. Na początku myślałam, że to żart! Ok, złożyłam CV, ale nie spodziewałam się,  że ktokolwiek się do mnie odezwie! Byłam pełna obaw! Owszem, miałam potrzebne wykształcenie, minimalne doświadczenie, ale za to maksymalne chęci. Udało się! Dostałam się i zaczęłam pracę. Pierwszym etapem było szkolenie. Musiałam na nie dojeżdżać ponad 100 km. Właśnie tam poznałam kobietę, która mnie szkoliła i która używała tych perfum. Szybko znalazłyśmy wspólny język i już na drugim spotkaniu zapytałam jej, co to za zapach. Okazało się, że są to perfumy Donny Karan, konkretnie Be delicious. Nie znałam wcześniej tego zapachu, a jedyne co kojarzyłam ze skrótem 'DKNY' to torebki.


Szczerze, to sama się zdziwiłam, że ten zapach przypadł mi do gustu. W tamtym okresie byłam fanką mega słodkich, albo full kwiatowych zapachów. Być może to trochę infantylne, ale naprawdę uważałam, że właśnie takie nuty najbardziej do mnie pasują. Zapach DKNY był (i jest:)) zupełnie inny. Mogę go porównać do zapachu świeżego, ale mocnego. Idealnie pasującego do kobiety silnej, niezależnej, pracującej na wysokim stanowisku, która realizuje swoje cele i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Pewnie wykonuje swoje działania i wie, czego chce od życia. 


Od mojego szkolenia minął już spory okres czasu, a ja zapomniałam o tym zapachu. Wróciłam do swoich ulubionych i nie miałam ochoty na zmianę. Jak tylko nadeszła okazja, że mogę przetestować wybrane perfumy ze strony Odlewki Perfum wiedziałam, że postawię na DKNY. Chciałam sprawdzić, czy zapach przywoła mi wspomnienia i znowu przeniosę się do początków pracy w Radio. Udało się! Zapach jest identyczny! Znów wróciłam na Promenadę i powróciły wszystkie emocje. Ekscytacja, radość, stres wszystko! Perfumy są naprawde intensywne. Psikam się nimi rano, a czuję je jeszcze wieczór po powrocie. Dodają mi pewności siebie. Wiem, że nie zawiodą mnie nawet w ekstremalnych sytuacjach. 


Jeżeli chcecie poznać ten zapach i wypróbować go, zapraszam Was na stronę: [klik]
A Wy? Znacie ten zapach?
Macie z nim jakieś wspomnienia?
Recenzja gąbeczki do makijażu DONEGAL. Najlepsza forma aplikacji!

Recenzja gąbeczki do makijażu DONEGAL. Najlepsza forma aplikacji!

Dzień dobry!
Jak Wam mija wtorek? U nas weekend niezbyt się zaczął, bo zepsuł sie nam telewizor i wczorajsze popołudnie spędziliśmy na poszukiwaniach.. Koniec końców udało nam się coś znaleźć, ale z racji tego, post o gąbce przesunął się na dziś :).
Jak już wspomniałam, w tym wpisie chciałabym Wam opowiedzieć o gąbeczce, którą dostałam od firmy Donegal. Akcesorio pochodzi z serii Super Soft i dziś postaram się Wam odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście jest 'super soft'. Zapraszam! 


Ci, którzy są ze mną od początku, albo podczytywali mnie raz od czasu powinni wiedzieć, że jestem niesamowitą fanką sztucznych rzęs oraz właśnie gąbek do makijażu z firmy Donegal. Nie zliczę, ile miałam opakowań rzęs i ile zużytych gąbek. Kiedy tylko miałam okazję przetestować coś z tej firmy, bardzo się ucieszyłam. Co prawda nie wiedziałam co dostanę, bo paczka była niespodzianką, ale już po otwarciu wiedziałam, że wszystko trafi w moje gusta. O pozostałych akcesoriach, czyli pędzlach i ściereczce do twarzy opowiem Wam już wkrótce. Wszystkie wcześniejsze moje gąbki, były z serii podstawowej. Już wtedy jak dla mnie były one porównywalne jakościowo do Beauty Blendera. Nie wiedziałam, że firma może stworzyć coś jeszcze bardziej miękkiego i przyjemniejszego w dotyku niż to, co dotychczas znałam! Ale po kolei!


Gąbeczka znajdowała się w plastikowym opakowaniu, na którym znajdowało się kilka podstawowych informacji od producenta. Jak wiecie, nie magazynuję takich opakowań, więc szybko się go pozbyłam. Mimo wszystko muszę zauważyć, że szata graficzna prezentowała się iście wakacyjnie, bo akcesorio pochodzi z serii 'Jungle'. Od razu po dotknięciu suchej gąbki wiedziałam, że jest ona mega miękka. Nie umiem jej do niczego porównać, ale uwierzcie mi na słowo, że już wtedy był efekt 'wow'! Zresztą, widzieli moją reakcję na żywo Ci, którzy mieli okazję oglądać open box na moim Instastory. Zauważyłam, że gąbka w porównaniu z tymi poprzednimi zasadniczo różni się fakturą. Poniżej wklejam Wam zdjęcia w zbliżeniu, na których możecie zobaczyć setki jak nie tysiące miniaturowych dziureczek, które chłoną wodę.


Oczywiście pewnie też to już wiecie, że ja pędzli do podkładu używam baaaardzo rzadko. Mam kilka flat topów i języczkowych, ale zazwyczaj i u mnie i u klientek używam gąbki. Jak dla mnie jest to najbardziej precyzyjny, dokładny i przyjemny sposób aplikacji. Bałam się troszkę, że przy takiej fakturze, gąbka będzie 'piła' dużo podkładu, a wiadomo, że każda z nas chce tego uniknąć. Na szczęście nic takiego się nie dzieje! Krycie również jest jak dla mnie idealne. Nie zauważyłam żadnej różnicy w kryciu przy użyciu starej gąbki, czy tej z serii Super Soft. Oczywiście ja ZAWSZE moczę gąbkę przed aplikacją.. Wydaje mi się, że podkład wtedy o wiele lepiej wygląda i szybciej się go nakłada. Zmoczenie powoduje również, że gąbka rośnie co ułatwia aplikację. Poniżej możecie zobaczyć, o ile urosła gąbka pod wpływem wody.



Jak dla mnie gąbka z serii Super Soft jest NIESAMOWITA! Cudowna miękkość, łatwość aplikacji, bezproblemowe domywanie. Oczywiście warto również wspomnieć o cenie, która w porównaniu do Beauty Blendera jest niesamowicie niska! Na stronie producenta znajdziecie ją za 14,99 zł, a uwierzcie mi, nie odbiega wiele od oryginału!

Serdecznie polecam Wam tą gąbkę. Naprawdę nie mam jej nic do zarzucenia.
Jeżeli chcecie na własnej skórze się przekonać, czy piszę prawdę, odsyłam Was na stronę: [klik]. 
Nie pożałujecie!

A jaki jest Twój ulubiony sposób aplikacji podkładu/korektora?:)
Recenzja tuszu do rzęs Faberlic XXL Lashes.

Recenzja tuszu do rzęs Faberlic XXL Lashes.

Witajcie!
Jakie plany na weekend? Ciekawe, czy pogoda dopisze. Nie mogę uwierzyć, że za dwa miesiące będzie Nowy Rok już! Strasznie szybko lecą mi dni i miesiące. Ani się obejrzę, a będą moje 25 urodziny!
W dzisiejszym wpisie chciałam Wam opowiedzieć o tuszu do rzęs, który trafił do mnie prawie jakiś czast temu. Od tamtej pory używałam go codziennie, więc jakieś zdanie sobie o nim wyrobiłam. Jeżeli jesteście ciekawi, jak się u mnie sprawdził, zapraszam od lektury!


Jeżeli chodzi o kolorówkę uważam, że naprawdę wystarczy użyć kilka razy danego produktu, żeby wyrobić sobie o nim opinie. Co innego z pielęgnacją, bo żeby cokolwiek o niej powiedzieć muszę stosować ją chociaż jakiś czas. Tusze do rzęs to kosmetyk, który uwielbiam! Kocham testować nowości, inne formuły, różne szczoteczki itd. Nie wiem, ile w swojej karierze malowania przetestowałam tych produktów. Bardzo się ucieszyłam, kiedy w paczce od firmy Faberlic znalazł sie właśnie tusz do rzęs. Szata graficzna prosta, ale mam nieodparte wrażenie, że przypomina mi  tusz rzęs jednej drogeryjnej marki. Nie zmienia to faktu, że całość prezentuje się ciekawie. Na opakowaniu nie znajdziecie zbyt wielu informacji o produkcie. 


Jak zobaczyłam pierwszy raz szczotkę to pomyślałam: Wow, jest naprawdę duża! Możecie to zresztą zobaczyć na zdjęciu. Osobiście bardzo lubię takie aplikatory. Fakt faktem, że możemy się troszkę nagimnastykować przy malowaniu dolnych rzęs żeby się nie ubrudzić, ale przy górnych wszystko idzie sprawnie i bezproblemowo. Szczotka wygląda na taką bardzo rozcapierzoną :). Nie wiem, czy jest takie słowo w języku polskim, ale nic nie zostało podkreślone, więc pewnie jest. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim.  Po zamoczeniu jej w tuszu ma się wrażenie, że produkt oblepia każdy włosek znajdujący się na aplikatorze. Robi wrażenie! Kolor jest czarny. Nie szary, lekko czarny, prześwitujący czarny, tylko po prostu czarny. Zapachu nie wyczułam żadnego. Pierwsze 2 użycia ni byłam zbyt zadowolona. Tusz sklejał mi rzęsy maxymalnie i nie mogłam uzyskać efektu o jakim marzę. Po którymś użyciu zaczął sprawdzać się lepiej, ale sklejenie dalej pozostało. Tusz pięknie wydłuża i pogrubia rzęsy. Brakuje mi trochę, że ich nie rozdziela, bo jednak lubię ten efekt. Po ok.12h zaczął delikatnie skruszać się na rzęsach, ale przeżył wiatr, deszcz i śnieg, więc nie ma źle! Ze zmywaniem nie zauważyłam żadnego problemu. Poniżej przedstawię Wam jak prezentuje się na oku tylko proszę, nie zwracajcie uwagi na mój zajad na ustach...





Lubicie taki efekt, czy potrzebujecie czegoś mocniejszego?

Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger