Nowość w łazience, nowość na blogu | SYNCHROLINE TONIC LOTION

Nowość w łazience, nowość na blogu | SYNCHROLINE TONIC LOTION

Cześć!
Jakieś plany na weekend? :) Ja w sobotę maluję, a w niedzielę pewnie będę zbierać siły na cały tydzień pracy :). 
Dziś przychodzę do Was z wpisem na temat toniku, który od jakiegoś czasu jest w mojej łazience, używam go codziennie i wyrobiłam sobie poniekąd zdanie na jego temat. Jeżeli lubisz poznawać nowości i chcesz wiedzieć jak sprawdził się u mnie ten tonik- zapraszam na post!


Kiedy odezwała się do mnie firma Synchroline z pytaniem, czy chce przetestować ich produkty wiedziałam, że zgodzę się bez wahania! Marka w swojej ofercie ma szeroki wybór produktów, więc nie wiedziałam za bardzo, którą serię wybrać, żeby najlepiej pasowała ona do moich aktualnych problemów z cerą. W wyborze pomagała mi przesympatyczna Kobieta, która odpowiedzialna była za kontakt z blogerami. Przeprowadziła ze mną wywiad, zadała kilka pytań i już po chwili wybraliśmy dla mnie serię, która idealnie sprawdza się w przypadku wrażliwej i odwodnionej skóry.
Do testów wybrałam żel do twarzy i tonik. W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam tonik,  a już w przyszłym tygodniu opowiem o drugim produkcie.


Oprócz tych dwóch pełnowartościowych produktów w paczce znalazłam mnóstwo próbek, ktore idealnie sprawdzają się na wyjazdach, lub celem przetestowania po prostu innych produktów tej serii. Tonik który dostałam znajduje się w solidnej, smukłej tubce zamykanej na klik Szata graficzna naprawdę bardzo prosta i nie zawierająca zbyt dużo informacji o produkcie. Więcej znajdowało się na kartonowym opakowaniu, które wylądowało w koszu. Jak wiecie, wciąż poszukuję idealnych produktów do cery suchej i odwodnionej, które w końcu sprawią, że moja cera zacznie wyglądać lepiej. Nie jest to łatwa sprawa. Wiem, że wszyscy myślą, że cera sucha jest łatwą w pielęgnacji, ale niestety, z własnego doświadczenia stwierdzam, że jest niesamowicie trudna i okropnie ciężko dobrać pielęgnację, która nie zrobi nam krzywdy.


Jako że zbliża się jesień i coraz to zimniejsze dni, moja skóra dopiero potrzebuje zastrzyku nawilżenia. Tonik zaczęłam używać 2x dziennie po każdym myciu twarzy żelem z tej samej serii. Już po kilku użyciach zauważyłam, że cera delikatnie zaczyna się poprawiać. Na pewno zniknęły (albo pojawiają się rzadziej) suche skórki, które przez wiele lat permanentnie zbierały się w okolicach nosa. Na początku zauważyłam delikatne ściąganie skóry szczególnie w okolicy czoła i przyznam, że nie do końca podobał mi się ten efekt.. Czułam dyskomfort i wydawało mi się, że zamiast nawilżać, jeszcze bardziej wysusza. Tak jak piszę, efekt ten tylko utrzymywał się na czole i nie wiem czym był spowodowany. Produkt delikatnie pachnie, nie jest to mocno wyczuwalny zapach i nie utrzymuje się zbyt długo. Nie licząc tego małego incydentu, który opisałam Wam wyżej, jestem zadowolona z działania. Produkt nie uczulił mnie, ani nie podrażnił. Zostało mi go tylko na dnie i wiem, że jeszcze do niego wrócę :)

Znacie produkty tej marki?
SERIA ŚLUBNA- Prezenty dla mam weselnych.

SERIA ŚLUBNA- Prezenty dla mam weselnych.

Witajcie!
Właśnie w poniedziałek otwieram NAJBARDZIEJ pożądaną serię na moim blogu, czyli moje przygotowania ślubne. Wiem, że sporo z Was na to czeka i jestem pewna, że wszystkie odcinki z tej serii przypadną Wam do gustu :). Ja sama dłuuugo przed myśleniem o jakimkolwiek weselu, czytałam takie posty, szukałam inspiracji i teraz również mam nadzieję, że i ja zainspiruję kogoś, albo podsunę jakiś pomysł :).
Dziś zaczynam dość nietypowo, bo od prezentu dla mam weselnych :). Czemu nietypowo? Bo wiem, że obie czytają bloga, ale mam nadzieję, że nie zorientują się, który prezent dla nich szykujemy. Zresztą... czy ktoś powiedział, że on się tu w ogóle znajdzie?:)
Koniec końców zapraszam na wpis, w którym zaprezentuje kilka pomysłów, na prezent ślubny dla mam weselnych.


Jeszcze tytułem wstępu. Jestem ABSOLUTNYM przeciwnikiem dawania  'grupowych' prezentów. W sensie rodzicom, jako parze. Nie rozumiem za bardzo tych statuetek na TV, albo jakichś innych ręczników, koców wyszywanych z podziękowaniami i innymi gadżetami, które i tak prędzej czy później trafią do meblościanki za szybę do salonu. Jestem zdania, że prezent powinien być PRAKTYCZNY, spersonalizowany i taki, który przyniesie jakąkolwiek korzyść. Od razu z M. postanowiliśmy, że nasze mamy dostaną inne prezenty, a tatowie (Boże, jak to głupio brzmi) a ojcowie inne prezenty, dopasowane dla nich. W tej części,zgodnie z kulturą, przedstawię najpierw propozycję dla Pań.

1. WIZYTA W SPA

Wizyta w Spa to marzenie nastolatki, dorosłej i dojrzałej kobiety. Ogólnie Spa to miejsce, o którym marzy każda kobieta, która  w mniejszym lub większym stopniu dba o siebie i nie stroni od wizyt u kosmetyczki, fryzjera, masażysty itd. W zależności od tego, jak do tematu podchodzą Wasze mamy, wizyta w takim miejscu może okazać się strzałem w dziesiątkę! Możesz wybrać konkretne zabiegi, które zostaną wykonane, lub podpytać obdarowywane, jaki zabieg najbardziej by je ucieszył. Nie wiem jak nasze mamy, ale ja byłabym ucieszona, gdyby trafił do mnie prezent w postaci zabiegu nićmi liftingującymi. Wspominałam Wam kiedyś o tym, więc jeżeli ktoś mnie czyta ten wie, że prędzej czy później zdecyduje się na ten zabieg. Może po ślubie?;) Kto wie:). 
Reasumując: wiem, że moja mama byłaby na pewno zadowolona z takiej wizyty i mama M. także. Wierzę, że zrelaksowały by się tam, odprężyły i wypoczęły po tym całym weselnym stresie, który opanuje także je. Prędzej, czy później :).


2.BIŻUTERIA

O ile ojcowie weselni nie będą zadowoleni z takiego prezentu, o tyle mamy będą zachwycone! Warto jednak wcześniej dowiedzieć się, czy któraś nie jest uczulona na konkretny element, z którego ma być wykonany prezent. Możecie podarować absolutnie wszystko. Od kolczyków, po pierścionek. Ja jednak jestem zwolenniczką (jak wspomniałam wyżej) rzeczy spersonalizowanych i osobiście stawiamy z M. na grawerowane bransoletki. Kolczyki, czy pierścionek są fajną pamiątką, ale ciężko na nich chociażby wygrawerować jakikolwiek dowód wdzięczności za wychowanie.


3. SZKATUŁKA

Jak już jesteśmy w temacie biżuterii, to fajnym prezentem może okazać się personalizowana szkatułka. Mamy, jak każde kobiety kochają biżuterię i przez lata na pewno uzbierały jej sporo. Fajnie by było, gdyby mogły mieć jedno, swoje miejsce, w którym przetrzymywać będą wszystkie swoje skarby. Dodatkowo, jeżeli ten gadżet będzie przypominał im o dniu Waszego ślubu, to czy można wręczyć piękniejszy prezent niż ten? 


A Ty?
Masz jakiś pomysł na prezent przeznaczony TYLKO dla mam?:)
Pomoce dla blogera które nie są niezbędne, ale warto je mieć :)

Pomoce dla blogera które nie są niezbędne, ale warto je mieć :)

Cześć!
Jak Wam mija niedziela? Spędzacie ją leniwie, czy działacie czynnie? Sami, czy z rodziną? Ja mam jutro ostatni dzień L4 i wracam do pracy- W KOŃCU!
Dziś przychodzę do Was z takim luźnym wpisem, na temat ciekawych gadżetów dla blogera. Tak jak w tytule- nie są to rzeczy niezbędne, bez których nie możesz prowadzić bloga, ale uważam, że po jakimś czasie każda z nas powinna się w nie zaopatrzyć. Jeżeli jesteś ciekawa co mam na myśli, zapraszam na post :).




1. WIZYTÓWKI

Jeszcze do niedawna wizytówki zazwyczaj kojarzone były z biznesmenami, ludźmi zamożnymi, czy z pracownikami dużych firm. Przyznam, że sama wcześniej nie pomyślałam o stworzeniu takowych dla swojego bloga aż do momentu, kiedy to sama organizowałam spotkanie blogerskie i w jego trakcie dziewczyny zapytały, czy wymienimy się wizytówkami. Wpadłam w lekką konsternacje, bo jedyne wizytówki jakie miałam to moje służbowe z Radia. Koniec końców nie zostawiłam po sobie żadnej, ale zyskałam za to sporo pięknych od innych dziewczyn. Już wtedy pomyślałam, że zainwestuję te kilka złotych i stworzę takie, z których będę zadowolona. Minęło ponad pół roku od spotkania, a ja... dalej nie mam projektu :). Co się odwlecze, to nie uciecze! Mam nadzieję, że na kolejne spotkanie będę już miała ten mały gadżet, bo troszkę nie wypada, żeby organizator był mniej przygotowany od uczestników! :)


2. ROLLUPY

Rollupy to baaardziej efektowne, eleganckie i prezentujące się naprawdę profesjonalnie akcesorium reklamowe, które z pewnością przykuje uwagę wszystkich osób. Idealnie zaprojektowane stanie się obiektem pożądania pozostałych blogerów, z  którymi przyjdzie Ci dzielić wspólny czas na spotkaniu. Umówmy się, o ile wizytówki może mieć każdy, o tyle o roll'upach myśli mało który z nas. Kojarzone są one zazwyczaj jako pomysł na reklamę większych firm, czy innych miejsc, które chcą w graficzny sposób zaprezentować to, co oferują. Akcesorium to jest idealnym narzędziem do wspomagania kreowania Waszego wizerunku jako blogera, oraz jest pomocne przy 'sprzedawaniu' swoich usług. Nie ma się co czarować- większość blogów to małe biznesy, z których spora część osób się utrzymuje. W takiej sytuacji musimy dbać o jak najlepszą prezentację bloga i o dość intensywną walkę o klienta. Co najlepsze, aktualnie obecne na rynku Roll'upy są lekkie i z pewnością bez problemu dasz sobie z nimi radę zarówno podczas transportu, jak i przy złożeniu i rozłożeniu w miejscu docelowym.


3. NOTES/ZESZYT/WIRTUALNY DZIENNIK

Może nie do końca rzecz niezbędna bo przyznam, że osobiście nie wyobrażam sobie bez niej  życia. Na chwilę obecną, przy dość dużej ilości zleceń na blogu nie byłabym w stanie tego ogarnąć, gdybym tego sobie nie zapisywała gdzieś. Nie musisz mieć nie wiadomo jak designerskiego notatnika, czy wypasionego zeszytu. Wystarczy naprawdę zwykły, 60 kartkowy notatnik, w którym zapiszesz sobie wszystko. Ja zazwyczaj notuję tam:
- współpracę (daty publikacji wpisów, założenia z firmami itd.)
- terminy ważności kosmetyków ( co w pierwszej kolejności zużyć, jakie rzeczy przejrzeć itd)
- pomysły na wpisy (kosmetyki, o których nie pisałam, hasła 'klucze', itd.)
Jeżeli nie lubicie zapisywać takich rzeczy i wolicie mieć to zawsze 'pod ręką', poszukajcie aplikacji online, które również są dopasowane do potrzeb blogera i na pewno pomogą Wam w organizacji wszystkich spraw.  


4. TŁA FOTOGRAFICZNE

Tak naprawdę za tło może Wam posłużyć WSZYSTKO. Stół, panele, ulubiona koszula, chustka, koc, dywan, płytki, trawa, blat kuchenny, meble.. mogłabym wymieniać i wymieniać. Jednak, co tło fotograficzne, to tło fotograficzne. Są one stworzone specjalnie do zdjęć. Nie odbijają światła, nie robią poświaty. Niektóre z nich wyglądają na tła przestrzenne, czyli Ty w rzeczywistości wiesz, że to płaska kartka, na której umieszczone zostało zdjęcie desek, a na zdjęciu odbiorca pomyśli, że naprawdę robiłeś to na deskach :). Przyznam, że dopiero po 4,5 roku od założenia bloga zdecydowałam sie na zakup teł, ale.. nie żałuję i sukcesywnie powiększam swoją kolekcję. 


A Ty?
Co byś dopisał do tej listy?
Masz coś z prezentowanych przeze mnie gadżetów?
Własny biznes pomysłem na życie!

Własny biznes pomysłem na życie!

Cześć :)
Jak Wam mija weekend? :)
Widzę, że pogoda bez zmian i nie ma widoków, na słoneczne dni. Mam nadzieję, że pogody pogodami, a nas czeka jeszcze piękna, polska, złota jesień!
Dziś, jako że w weekendy staram się nie poruszać kosmetycznych tematów, tylko skupiam się bardziej na sprawach życiowych;), chciałabym pogadać z Wami o własnym biznesie, który od zawsze chodził mi po głowie :). Jak rozkręcić, co rozkręcić i co robić, żeby działało? Czy istnieje uniwersalna rada?


Oczywiście jak pewnie większość ludzi na świecie MARZĘ  o własnym biznesie. Na początku chciałam, żeby było to coś związane z paznokciami. Potem chodziło mi po głowie, żeby skupić się na makijażu. Teraz jak myślę o tym wszystkim nie wiem, czy są to przyszłościowe pomysły. Niestety na portalach typu OLX, czy na FB, co rusz ogłasza się ktoś, kto zrobi makijaż i paznokcie za 30 zł. Takie dziewczyny nie mają działalności, nie odprowadzają podatków, więc dla nich jakikolwiek grosz jest ważny. Dla kobiet, które mają legalnie zarejestrowaną DG, kwota 30 zł jest czymś śmiesznym i niestety, nie sprawi, że uda im się utrzymać rodzinę. Teraz jak myślę o własnej działalności, chodzi mi po głowie coś kompleksowego, ale jednak 'coś', co mogłabym wykonywać w domu. Kontakt z ludźmi, mimo, że to może źle zabrzmi nie jest czymś, co jest mi potrzebne do życia. Może wynika to z faktu, że ja od początku pracowałam na stanowiskach, gdzie miałam ten kontakt na codzień. Czasem marzę o tym, żeby pracować zdalnie w domu pod kołdrą :). M. też marzy o swoim biznesie. On to typowy mechanik. Widzę, ile radości sprawia mu sytuacja, kiedy może sobie pogrzebać w aucie w wolnych chwilach. Niestety, rozkręcenie własnego biznesu związanego z mechaniką samochodową jest dość drogą imprezą i dofinansowania unijne to główny temat, jaki przewijał się u nas przez jakiś czas. Dość poważnie myśleliśmy o tym, żeby postarać się o takie pieniądze, ale ciągle na razie w głowie nam ślub i inne przedsięwzięcia zeszły na dalszy plan :). Może za kilka lat uda nam się spełnić swoje marzenia. Uważam, że nie ma uniwersalnego pomysłu na biznes i jestem ostatnią osobą, która będzie udzielać takich rad, ponieważ sama ich potrzebuję :). Uważam jednak, że jeżeli czegoś bardzo, bardzo się pragnie i Twoja praca staje się Twoim hobby, to na pewno osiągnięcie takiego celu jest rzeczą możliwą !:)

A Ty chciałabyś mieć własny biznes?
Jeżeli tak, to o czym marzysz?:)
Blog funkcjonuje, mimo, że prowadziłam go z wyprzedzeniem. Jak to możliwe?

Blog funkcjonuje, mimo, że prowadziłam go z wyprzedzeniem. Jak to możliwe?


Witajcie w piątek!
Dostałam wreszcie plan zajęć na uczelnię i muszę przyznać, że chyba nigdy nie miałam tak super ustawionych zajęć! Gdyby moje studiowanie i plan wyglądały tak od początku studiów, to na pewno bym chciała studiować i studiować :)
Dziś pod koniec tygodnia przychodzę do Was z postem wyjaśniającym i może troszkę tłumaczącym się, co się u mnie działo przez ostatni okres czasu. Jest to post dość prywatny, więc jeżeli nie jesteście fanami takich, to zapraszam Was w przyszłym tygodniu na kosmetyczne szaleństwa :)


Ci, którzy śledzą moje Instastory na bieżąco wiedzą, że praktycznie cały zeszły tydzień i początek tego spędziłam w szpitalu. Niestety stało się tak a nie inaczej i nie było innego wyjścia jak to, żeby właśnie tam się znaleźć. Myślałam, że wszystko rozwiąże się inaczej, ale stało się tak jak się stało. Pewnie się zastanawiacie po co Wam to piszę, ale tak jak wspomniałam wyżej- nie chcę żebyście myśleli, ze Was oszukuję, czy że osoby z Instagrama wiedzą o mnie więcej niż Wy, stali czytelnicy.
Oczywiście przed pójściem do szpitala liczyłam się z tym, że nie wiadomo ile tam poleżę. Wiecie jak jest. Niestety nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć na zapas! Dzień przed pójściem przygotowałam dla Was kilka wpisów po to, żeby blog nie stał 'pusty'. Żeby wszystko funkcjonowało tak jak do tej pory. Wpisy pojawiały się regularnie od poniedziałku do piątku o 16.00. Facebookiem, jak do tej pory zajmował się M. To on informował Was o nowych notkach i udostępniał wpisy na grupach tematycznych.



W szpitalu jak to w szpitalu :). Nuda i jeszcze raz nuda. Nuda potęguje się szczególnie wtedy, jak nie możesz zbytnio wstawać z łóżka i hasać po korytarzu. Oczywiście jak zawsze w takich sytuacjach mogę liczyć na moją rodzinę i to oni codziennie byli u mnie i dowozili mi obiady :). (Bez kitu, ale na tych szpitalnych przy dłuższym ich jedzeniu, schudłabym w końcu do wymarzonej wagi 55 kg). Oczywiście jak zawsze i wszędzie spakowałam się fantastycznie. Nie wzięłam żadnej książki, tabletu ani nic, co mogłoby mi zabić nudę. Miałam ze sobą tylko telefon, który w jakiś sposób łączył mnie ze światem :). Oczywiście na sali był telewizor, ale wiecie jak z tymi szpitalnymi telewizorami jest :). Przy dobrych wiatrach można by było mówić o utracie nawet 3 cyfrowej kwoty. Na szczęście na sali leżałam z bardzo sympatyczną kobietą, z którą mimo tego, że była w wieku mojej mamy, rozumiałam się bez słów. Oczywiście że wiadomo, że priorytetem było to, żeby wyjść ze szpitala zdrowym, albo chociaż troszkę zdrowym, albo chociaż z lepszym samopoczuciem. Nie mogę narzekać, lekarze spisali się na MEDAL i od pierwszego dnia pobytu wiedziałam, że nie mogłam lepiej trafić. Jednak wiadomo, ze trafiają sie różne sytuacje w służbie zdrowia i o różnych problemach. Zdarzają się jednak przypadki, kiedy lekarze nie są w stanie pomóc choremu. Czasem dlatego, że nie posiadają niezbędnej wiedzy na temat choroby lub popełniają błędy, które są tragiczne w skutkach. W takiej sytuacji hasło błędy lekarskie pomoc prawna, powinno być dla nas najważniejsze. Pamiętajcie, ,że w takich przypadkach, odpowiednio przygotowany prawnik medyczny jest w stanie Wam pomóc i  wywalczyć dla Was odszkodowanie. Mam świadomość, że to nie wróci Wam zdrowia, ale pieniądze, które uda Wam się dostać, mogą zostać przeznaczone na dalsze leczenie i powrót do zdrowia. Prawo medyczne, to zupełnie odmienna gałąź prawa, która rozpatruje właśnie przypadku błędów lekarskich.
Ja na szczęście w tej sytuacji nie musiałam szukać pomocy prawnej bo tak jak wspomniałam wyżej, jestem zadowolona  z leczenia. Jak się czuję? Na razie jest ok i mam nadzieję, że tak pozostanie :).


Ciasny, ale własny- nasz wymarzony dom :)

Ciasny, ale własny- nasz wymarzony dom :)

Witajcie w mini-piątek;).
Pogoda iście depresyjne i jesienna. Nie mam na nic ochoty, chce mi się spać i nawet nie wyobrażam sobie sytuacji, że będę musiała wyjść z domu. Taaaa... witaj jesień! Nie wiem czy wiecie, ale na Kasprowym jest już śnieg!! Jak dla mnie to jakaś masakra!
Ale żeby nie było tak smutno i pesymistycznie chciałabym Wam opowiedzieć o projekcie domu, który w niedzielę wrzuciłam na Instastory :). Dużo z Was pisało: co to? po co? więc dziś, rozwieję wszelkie wątpliwości :).


Przez 20 lat mieszkałam w domu. W domu jednorodzinnym na wsi, z ogródkiem, balkonem, ale zawsze ciągnęło mnie do bloków. Jako mała dziewczynka pamiętam, że ciągle marzyłam o mieszkaniu w bloku (koniecznie, nie w kamiennicy), o posiadaniu sąsiadów nad i pod sobą, a także o tym, żeby poczuć życie w mieście. Jako że jestem człowiekiem, który stara się realizować swoje marzenia, po 20 latach mieszkania w domu przeprowadziłam się do ukochanego miasta. Wynajęliśmy z M. mieszkanie i tak zaczęliśmy tworzyć naszą wspólną przyszłość. Oczywiście jak to zawsze bywa, życie weryfikuje przypadki i po kilku latach mieszkania w bloku, zaczynam dostrzegać różne tego plusy i minusy :). Oczywiście, nie musicie się martwić remontami, odśnieżaniem, ogrzewaniem, czy koszeniem trawy, ale możecie też zapomnieć o prywatności. Wiadomo, budownictwo jest różne, ale ten blok w który mieszkamy, nie należy do tych z kategorii dyskretnych. Wiem co słychać u sąsiadów z prawej, lewej strony i na górze. Wiem o której wraca sąsiad z imprezy, co przynosi listonosz koleżance z mieszania obok i o której wychodził chłopak od sąsiadki :). Mimo, że prywatność jest, bo tutaj nikt się sobą nie interesuje nawzajem, ale nie czuję się jakoś swobodnie bo wiem, że moją kłótnie  z M. odnotują co najmniej 3 mieszkania. Przy okazji tematu ślubu, który jak wiecie planujemy w niedalekiej przyszłości, zaczęliśmy się zastanawiać co dalej? Czy zostajemy w tym mieszkaniu przez jakiś czas, a potem szukamy większego na wynajem? Czy kupujemy mieszkanie? Czy w  końcu emigrujemy. Każde z nas po cichu myślało o budowie domu, jednak wydaje mi się że żadne nie chciało mówić tego głośno. M. również był wychowany w domu i mimo tego, że wiedział, ile kosztuje czasu i pracy utrzymanie tego w porządku chyba marzył tak jak ja o domu :). Życie w mieście jest fajne, ciągle coś się dzieje, wszędzie mamy blisko i ogólnie jakoś jest tu 'weselej' ;). Natomiast mając możliwość budować się na wsi, pomyśleliśmy, że to jest chyba najlepsze rozwiązanie dla nas :). Oczywiście oboje jesteśmy przerażeni tą perspektywą, jednak na razie nie myślimy o tym zbyt intensywnie. Na chwilę obecną, największym priorytetem dla nas jest przygotowanie bajkowego ślubu. Rzecz jasna planujemy już sobie w głowie, jak to wszystko ma wyglądać :). Stąd wrzucony w niedzielę projekt na instastory :). Zdjęcie, które możecie zobaczyć wyżej jest tylko wrzucone dla uwagi co nie oznacza, że mi się ten dom nie podoba, bo uważam, że jest baaaardzo stylowy :).Marzy mi się wnętrze nowoczesne, gdzie w głównej mierze dominuje styl skandynawski. Nie była bym sobą gdybym nie wspomniała, że beton, to zarówno M. jak i mój ulubiony materiał budowlany i na pewno znajdzie miejsce w naszym mieszkaniu nie tylko jako materiał budowlany, ale także dekoracyjny :). Chcielibyśmy mieć własną sypialnię, garderobę, duży salon, gabinet i może pokój dla dzieci :). Niezbyt duży domek, ale jednak taki, który sprawi, że mocniej zabije serce :). Wszystko jeszcze przed nami! Postawiliśmy sobie cel, że do 2025 wszystko będzie gotowe :). Marzenia marzeniami, a jak będzie? Zobaczymy!

A Ty?
Mieszkasz w domu, czy w mieszkaniu?


Olej i trawa cytrusowa, to połaczenie idealne! | NIVEA ŻEL POD PRYSZNIC

Olej i trawa cytrusowa, to połaczenie idealne! | NIVEA ŻEL POD PRYSZNIC

Hej w połowie tygodnia :)!
Kurcze, właśnie sobie uświadomiłam, że w tym tygodniu to drugi wpis, w którym prezentuję Wam produkt firmy Nivea!;)  Wpis był zaplanowany już dawno, ale zaginął gdzieś w czeluściach internetów łącznie ze zdjęciami nieużywanego produktu, więc z góry Was przepraszam, za butelkę na wpół zużytą :)
Dziś znowu coś z pielęgnacji, ale tym razem wcale nie do ust, tylko do ciała:). Coś co pięknie pachnie i sprawdzi się zarówno wiosną jak i zimą :). Jeżeli chcecie poczytać o moim aktualnym ulubieńcu- zapraszam na post!


Pewnie wiadomo Wam nie od dziś, że jestem maniaczką żeli pod prysznic. Uwielbiam testować, eksperymentować, wąchać i przynosić do domu coraz to nowsze perełki. Jednak jestem konsekwentna w tej kwestii- jeżeli chociaż raz zapach nie przypadnie mi do gustu ląduje w koszu i nigdy do niego nie wracam.Generalnie jestem fanką zapachów albo perfumowanych, albo kwiatowych, albo...męskich :)! Rzadko stawiałam na zapachy orzeźwiające, ale tym razem się zdecydowałam i co z tego wyszło?:)



Mam taki rytuał, że raz w miesiącu kupuję jeden, lub dwa żele pod prysznic nawet mimo tego, że w domu stoi jeszcze pół butelki :).Zazwyczaj odbywa się to w pełnym skupieniu, a w tym czasie M. wysyłam na drugą stronę sklepu, żeby mi nie dogadywał :). Zazwyczaj mam swoje pewniki, ktore polecałam Wam podczas sławnej promocji w Rossmannie 2+2, ale lubię też sięgać po nowości. Ten produkt trafił do mnie jeszcze w okresie, kiedy w Polsce panowały afrykańskie upały. Uznałam, że taki orzeźwiający, cytrusowy zapach idealnie wpasuje się w klimat. Zaznaczmy, że NIE JESTEM fanką zapachu trawy cytrusowej, ale to połączenie wyszło firmie obłędnie!


Szata graficzna nawiązująca do zapachu i nieodbiegająca od typowych produktów tej firmy. Opakowanie zamykane 'na klik', czyli najlepsze prysznicowe rozwiązanie. Na opakowaniu standardowo: nazwa firmy, produktu, informacje od producenta, skład i gramatura. Kolor, mimo, ze w opakowaniu wygląda na bardzo zielony, po aplikacji na gąbkę prezentuje się zdecydowanie bardziej delikatnie. Za to zapach, zarówno po powąchaniu go w opakowaniu, jak później na ciele, nie odbiega w jakiś znaczący sposób. Produkt bardzo dobrze się pieni i delikatnie nawilża z racji tego, że posiada w sobie perełki oleju, które mają nawilżać naszą skórę. Wiadomo, że w przypadku miejsc newralgicznych typu łokcie czy pięty należy użyć po kąpieli balsamu, bo produkt aż takich cudów nie robi :).




Zapach utrzymuje się jeszcze jakiś czas na ciele, ale po dłuższej chwili się ulatnia. produkt jest bardzo wydajny pewnie z racji konsystencji która jak przystało na żel, jest dość gęsta. Jest to kolejny produkt pod prysznic z Nivea, który sprawdził się u mnie idealnie. Nie wysuszył, nie podrażnił, a za kilka złotych umilił mi nie jeden prysznic :)

Znacie tę wersję zapachową?:)

INNE WPISY Z PRODUKTAMI FIRMY NIVEA:
Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger